
Mimo iż prace nad tzw. ustawą bioetyczną trwają już od kilku miesięcy, zgody co do jej ostatecznego kształtu wciąż nie ma. Najbardziej zainteresowani efektami sejmowych prac są oczywiście wszyscy, których problem niepłodności bezpośrednio dotyka. Na pewno boją się oni, że ustawa nie będzie satysfakcjonująca. Wynika to z samych sporów między jej twórcami. Wciąż nie wiadomo, kto będzie miał prawo do in-vitro (tylko kobiety do czterdziestego roku życia i tylko zamężne?), ani czy będzie można zamrażać niewykorzystane zarodki. Pewne jest, że ustawa musi powstać, ponieważ takie są wymogi Unii Europejskiej (według jej dyrektyw najważniejsze są ustalenia dotyczące ochrony zarodków przed selekcją, wykorzystaniem komercyjnym oraz wytwarzaniem do celów naukowych). Nie wiadomo jednak, czy ostateczne rozstrzygnięcia będą korzystne dla par, które marzą o potomstwie, ale nie mogą uzyskać go drogą naturalną.